Mieszkańcy Wildy nie chcą lądowiska śmigłowców

– Chcemy parku! – skandowało kilkudziesięciu mieszkańców Wildy, starych i młodych, na dzisiejszej demonstracji przeciwko budowie lądowiska dla śmigłowców w parku Jana Pawła II.

Lądowisko dla Centrum Medycznego HCP miałoby powstać na terenie parku, za SPOT, tuż przy działkach, na terenie, który teraz jest ulubionym miejscem odpoczynku mam z małymi dziećmi i grających w kometkę. W dodatku by je wybudować, trzeba będzie wyciąć z tego terenu 40 drzew.

Ani mieszkańcom, ani reprezentującym ich radnym osiedla Wilda nie podoba się pomysł budowy tu lądowiska. I to nie tylko dlatego, że wolą tu mieć park. Ta inwestycja jest ich zdaniem nieuzasadniona ekonomicznie.

– Na początku miało to być lądowisko dla jednego śmigłowca – mówi Dorota Bonk-Hammermeister z Rady Osiedla Wilda. – A teraz zrobiło się z tego małe lotnisko! Trzy miejsca postojowe dla lądujących maszyn, parking na sześć samochodów i porrtiernia. Dla jednego szpitala, jednego oddziału ratunkowego? Po co? Poza tym stąd  do szpitala jest półtora kilometra. Czy karetka może tam dojechać przez korki na Dolnej Wildzie i Hetmańskiej w przepisowym czasie 5 minut z pacjentem? Nie ma szans!

Mieszkańcy nie chcą lądowiska także z powodu hałasu.
– Lądujące i startujące helikoptery powodują hałas na poziomie 100 dB, tymczasem dopuszczalne normy określone w rozporządzeniu Ministra Środowiska to maksymalnie 60 dB dla terenów rekreacyjno-wypoczynkowych i terenów w strefie śródmiejskiej miast powyżej 10 tys. mieszkańców – czyta Dorota Bonk-Hammermeister z listu otwartego rady osiedla do prezydenta. – A przecież tu obok mieszkają ludzie, są działki, na których odpoczywają. Jak będą mieli wypoczywać przy lądowisku?

Dlaczego więc wybór padł właśnie na park, i to park, który tak niedawno wyremontowano wielkim nakładem pracy, co kosztowało budżet miasta około 5 milionów złotych? Ponieważ rady osiedla nie dopuszczono do głosu, a jej protesty zignorowano, więc mieszkańcy mogą się tylko domyślać powodów takiej decyzji. Najpierw mówiono im, że lądowisko jest potrzebne na Euro. Teraz już wiadomo, że nie – Euro tuż tuż, a lądowisko nie powstało. Więc o co chodzi?

– Miasto nie musi dawać terenu pod lądowisko szpitalowi, który jest prywatną spółką – podkreśla Dorota Bonk-Hammermeister. – Zwyczajnie chce prywatnej firmie “sprezentować” teren publiczny, czyli nasz, mieszkańców miasta Poznania. Pan dyrektor Lenartowicz zapytał nas, co jest ważniejsze: życie ludzkie czy park? A to w ogóle nie o to tu chodzi.

Mieszkańcy uważają, że bliżej szpitala jest wiele bardziej odpowiednich miejsc i z łatwiejszym dojazdem do szpitala. Ich zdaniem po prostu komuś nie chciało się poszukać, a może miał w tym interes, żeby nie znaleźć.
– Ten teren, który Cegielski wynajął na parking Volkswagenowi, albo ten przy Hetmańskiej, zaraz przy działkach – mówią mieszkańcy na wyścigi. – Jest też takie miejsce u wylotu Wspólnej, niezabudowane, tam nikomu by nie przeszkadzało i do szpitala byłoby blisko. I stary stadion Lecha, ten przy 28 Czerwca, też byłoby blisko.

– Nie jesteśmy przeciwni budowie lądowiska w ogóle, rozumiemy, że szpital powinien je mieć – mówią mieszkańcy. – Uważamy po prostu, że park jest potrzebny mieszkańcom w całości, a lądowisko można umieścić na innym, bliższym szpitalowi miejscu.

Prezydent podpisał już decyzję o budowie lądowiska. Ma się rozpocząć we wrześniu. Mieszkańcy mają jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie, że lądowisko powstanie w innym miejscu, bliżej szpitala – cały czas trwa zbieranie podpisów pod petycją w obronie parku, można je składać w siedzibie rady osiedla Wilda jeszcze przez tydzień. 

Protest zakończyło skandowanie hasła “Chcemy parku” oraz odśpiewanie piosenki po tym, jak mogą zatruć życie helikoptery na niebie…

Z władz szpitala i miasta na proteście nie pojawił się nikt.