Śmierdzący problem w tramwajach i autobusach

Niemile pachnący pasażerowie miejskiej komunikacji są poważnym problemem dla pozostałych pasażerów. Tym większym, że na zapach nie ma paragrafu. Nasz Użytkownik Rafał nie ustawał w poszukiwaniach jakiegoś rozwiązania dla pasażerów cierpiących z powodu niepachnącego sąsiedztwa. I okazało się, że rozwiązanie jest, ale…

Z punktu widzenia prawa problem zapachu nie istnieje. Bez względu na to, czy zapach jest przyjemny czy nie.
– Bo co to znaczy “śmierdzący”? – pyta Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy straży miejskiej w Poznaniu. – Czy jak ktoś wyleje na siebie butelkę perfum to ładny zapach czy nie? Przecież to także może komuś przeszkadzać. Ale zgodnie z obowiązującymi przepisami taki człowiek nie popełnia przestępstwa i nie jest to podstawa do interwencji.

Rzecznik radzi, by zwrócić się z tym pytaniem do przewoźnika. A co na to przewoźnik? Nasz Użytkownik doszukał się paragrafu w regulaminie przewozów.
– Paragraf 35 Regulaminu przewozów głosi, iż: “Osoby uciążliwe dla współpasażerów lub odmawiające zapłacenia należności za przejazd mogą być usunięte z pojazdu, chyba że naruszyłoby to zasady współżycia społecznego” – informuje. – Moim zdaniem osoba (nazywając rzecz wprost) śmierdząca, niemyta od wielu dni (z analogicznie nie praną odzieżą) jest uciążliwa dla współpasażerów, gdyż zwyczajnie cuchnie! Do tego często są to osoby spozywające posiłki zanieczyszczające pojazd (czego zakazuje pkt. 2 i 5 par. 17 w/w Regulaminu). Zatem istnieją prawne podstawy do tego, aby takie osoby usuwać z pojazdów.

Ale jak to konkretnie zrobić? I kto powinien podjąć działania? Straż miejska czasami, ale tylko w bardzo konkretnych przypadkach.
– To wewnętrzny problem przewoźnika, jak jazda bez biletu – mówi Piwecki. – Nas może poprosić co najwyżej o asystę przy wykonywaniu czynności służbowych, gdyby taki pasażer był agresywny lub się awanturował.

Okazuje się, że zadziałać powinien kierowca.
– Nasz regulamin mówi, że w przypadku, gdy jeden z pasażerów jest uciążliwy dla pozostałych, także jeśli chodzi o zapach, to kierowca może go wyprosić z pojazdu – wyjaśnia Iwona Gajdzińska, rzeczniczka prasowa MPK. – Ale kierowcy czy motorniczy siedzi w kabinie, jest skupiony na bezpiecznym prowadzeniu pojazdu i nie zawsze wie, że pasażerom z tyłu coś przeszkadza. Pasażerowie muszą więc go więc najpierw poinformować o problemie. Wtedy może poprosić takiego pasażera o opuszczenie pojazdu.

Gdyby były z tym jakieś kłopoty, to kierowca czy motorniczy może się zwrócić o pomoc do Nadzoru Ruchu, a on – do straży miejskiej. Czasami też pasażerowie świetnie radzą sobie sami.
– W ubiegłym roku mieliśmy sytuację, że pasażerowie wcale nie poinformowali kierowcy, tylko sami wysadzili takiego pasażera na przystanku na Kaponierze – mówi Iwona Gajdzińska.

Ale rzeczniczka zwraca uwagę, że to jest znacznie poważniejszy problem niż tylko nieprzyjemny zapach. Bo odkąd zlikwidowano publiczną łaźnię przy ulicy Słowackiego, osoby bezdomne w zasadzie nie bardzo mają gdzie pójść się umyć, a tym bardziej zrobić pranie. Nie ma takich publicznych punktów w mieście.
– Rozmawialiśmy na ten temat z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie, bo trafia do nas sporo informacji o takich pasażerach – przyznaje Iwona Gajdzińska. – Jest szansa na to, że któraś z organizacji pozarządowych otworzy takie centrum dziennego pobytu dla osób bezdomnych. To powinno trochę złagodzić problem.

Nawet jednak gdy takie centrum powstanie, to nie jest powiedziane, że cokolwiek zmieni. Nie ma przecież gwarancji, że wszyscy bezdomni podróżujący miejską komunikacją ze swoim zapachem będą chcieli z niego korzystać. W końcu nie wszystkim higiena jest potrzebna do szczęścia – dowodem na to jest zapach w miejskiem komunikacji nie zimą, gdy jeźdżą bezdomni, ale latem, gdy są upały.

Czytaj także:

Śmierdzący pasażer? Niestety, nic nie można zrobić