PEKA: jedna wielka niewiadoma?

Mimo kilku lat pracy nad projektem PEKA wciąż nie wiemy o karcie wszystkiego. Co więcej, nie wiedzą tego sami urzędnicy ZTM, zawodowo zajmujący się Poznańską Elektroniczną Kartą Aglomeracyjną.

To, że o karcie PEKA nie wiedzą wszystkiego radni, jest nawet zrozumiałe: przecież oni, w większości przypadków, tylko akceptują (lub nie) urzędnicze decyzje. Zdecydowanie większej wiedzy na temat Poznańskiej Elektronicznej Karty Aglomeracyjnej możnaby oczekiwać od urzędników Zarządu Transportu Miejskiego, którzy przygotowują ten projekt. Niestety – rzeczywistość okazuje się być zgoła odmienna od oczekiwań.

Pracownicy ZTM oraz Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania odpowiedzialny m.in. za transport, zostali w piątkowe popołudnie “przesłuchani” przez radnych z Komisji Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej. Przesłuchanie wypadło co najmniej źle – dość powiedzieć, że mimo sześciu lat prac nad systemem, najczęściej padającą z ust urzędników ZTM odpowiedzią, było: pracujemy nad tym.

Z pierwszymi, niewinnymi pytaniami Michała Grzesia, wiceprzewodniczącego rady miasta, urzędnicy jeszcze sobie poradzili. Gorzej było przy – wydawać by się mogło – kluczowej kwestii, czyli kosztów obsługi całego systemu. Bogusław Bajoński, szef ZTM tłumaczył najpierw, że te koszty zostaną jeszcze zdefiniowane i na pewno wpłyną na koszt całościowej obsługi komunikacji w Poznaniu.

Jak nietrudno się domyśleć, taka odpowiedź nie zadowoliła radnych.
– Ja jestem zszokowany, boję się, że ostatecznie koszt wyjdzie wyższy. Czy koszt roczny został policzony? Czy tak w ciemno żeśmy sobie to wzieli? – skwitował urzędniczą niewiedzę Michał Grześ.

Przyciśnięci do muru pracownicy ZTM wraz z wiceprezydentem przyznali w końcu, że przewidywane koszty są sprecyzowane w dokumentach, które zostały opracowane przy okazji tworzenia projektu PEKI. Tych jednak urzędnicy ze sobą nie mieli…

ZTM – Zagadki Transportu Miejskiego

Nie była to jedyna zagadka na posiedzeniu komisji. Można nawet powiedzieć, że w kwestii kosztów pracownicy ZTM wyszli nieco obronną ręką, ponieważ (podobno) wszysko jest w tej sprawie określone. Gorzej było z innymi pytaniami radnych.

Michał Grześ pytał jeszcze m.in. o kwestię zakodowania na bilecie zniżek, które dostępne byłyby tylko dla Poznaniaków oraz czy roczny okres przejściowy pomiędzy całkowitym wprowadzeniem PEKI a biletami papierowymi nie jest zbyt długi. Na oba pytania odpowiedź była niemal identyczna: urzędnicy jeszcze się nad tym zastanawiają, pracują.

ZTM pracuje również nad partycypacją okolicznych gmin w systemie. Do PEKI bowiem każdy może przystąpić. Nie wiadomo jeszcze, czy ktoś (gmina lub przewoźnik) to zrobi.

– Ten etap jeszcze przed nami – odpowiadał dyrektor Bajoński.

Urzędnicy nie znali również odpowiedzi na pytanie o koszty dostosowania biletomatów i parkomatów do nowej karty. Rozważany jest outsourcing (a więc przetarg na firmę, która dokona zmian bez udziału miejskich spółek) lub przeprowadzenie modernizacji samodzielnie. Decyzja jednak jeszcze nie zapadła. Nie znane są również koszty tej operacji.

Podczas dyskusji wydawało się wręcz, że pojęcie “kosztów” dla urzędników nie istnieje…

Urzędnicy nie wiedzą również, czy osoby powyżej 70 roku życia będą musiały wyrobić sobie kartę. Obecnie tacy poznaniacy mają darmowe przejazdy.
– Chcielibyśmy, żeby te osoby wyrobiły sobie kartę, ale może nie będą musiały – tłumaczyli urzędnicy. – Zastanawiamy się, czy PEKA będzie również od razu kartą senioralną…

Kupujesz bilet – jedziesz na gapę

Kolejną kontrowersyjną sprawą okazało się odbijanie biletów okresowych, wgranych na kartę PEKA, podczas wchodzenia do pojazdu. ZTM założył bowiem, że właściciele sieciówek i liniówek musieliby to robić. W praktyce jednak mogłoby się okazać, że posiadając ważny bilet, a nie odbijając karty w czytniku, pasażer zostałby… ukarany mandatem za przejazd bez biletu.

Dyrektor ZTM tłumaczył tę decyzję… danymi statystycznymi, które przy okazji byłyby zbierane. Takie dane służyłyby bowiem określaniu, które linie i w którym momencie są najabrdziej napełnione, a w rezultacie – pokazałyby, które z nich należy wzmocnić np. większym pojazdem.

ZTM będzie śledził… żony?

Radni dopytywali również, czy wszystkie dane wymagane podczas wyrabiania karty PEKA są potrzebne i kto będzie miał do nich dostęp. Radny Adam Pawlik sugerował wręcz, że dane te mogą zostać wykorzystane do niewłaściwych celów, a nawet przestępstw. Ironiczny jak zwykle Michał Grześ dodał, że pracownicy ZTM będą mogli śledzić, gdzie jeżdżą ich żony.

Ataki i sugestie odpierał dyrektor ZTM, jednak nie potrafił sprecyzować, kto będzie miał do nich dostęp i jakiego rodzaju będą to dane: czy np. będzie można sprawdzić z imienia i nazwiska kto, kiedy i gdzie podróżował czy też będzie to czysta statystyka. Bardziej zdecydowany był Mirosław Kruszyński.
– System będzie dawał taką możliwość, ale my nie zamierzamy tego sprawdzać – przekonywał radnych.

Kolejną zagadką okazały się… biletomaty mobilne. Pozostaną one na swoim miejscu i nie będzie trzeba ich nawet modernizować, jednak będą drukować tylko bilety jednorazowe czasowe lub na jeden przejazd, od razu skasowane. Biletomaty stacjonarne mają drukować tylko Papierową Kartę Elektroniczną, która kosztować ma według wstępnego projektu mają kosztować 4,60 zł i umożliwiać jeden przejazd lub przejazd przez 30 minut (nie jest to jeszcze sprecyzowane).

Mimo tylu niewiadomych radni z komisji gospodarki komunalnej jednak czegoś się dowiedzieli. Wiadomo już, że studenci nie będą musieli co pół roku potwierdzać swojej ulgi, ponieważ PEKA będzie powiązana z systemem Elektronicznej Legitymacji Studenckiej. Dzięki temu na legitymację studencką będzie można wgrać pełną funkcjonalność PEKI. Inaczej będzie to wyglądać w przypadku uczniów – ci będą musieli co roku potwierdzać zniżkę.

Wiadomo też, że częściowa funkcjonalność PEKI będzie mogła być wprowadzona już od września, specjalnie dla studentów. Czy tak się stanie? To już zupełnie inne pytanie.

Dyskusja na posiedzeniu komisji to dopiero początek konsultacji w sprawie PEKI – dziwne, że urzędnicy zabrali się do tego dopiero teraz, po sześciu latach prac, w dodatku niemal tuż przed wprowadzeniem pełnej funkcjonalności. Można wręcz powiedzieć, że na niektórych kierunkach studiów w kilka miesięcy powstają bardziej precyzyjne programy dotyczące równie skomplikowanych systemów. Nasuwa się pytanie: co działo się przez te wszystkie lata prac?

Czytaj też:

PEKA to wynaturzenie systemu?

PEKA: znamy nowe stawki za bilety komunikacji miejskiej