Poznańska demonstracja była trzecią z kolei w regionie. Wcześniej związkowcy protestowali także w Kaliszu i Koninie.
– Nie chcemy już przekonywać polityków – mówił Jarosław Lange. – Chcemy przykleić nasze postulaty na budynku, który reprezentuje rząd.
Związkowcy nie chcą przekonywać polityków, ponieważ, jak twierdzą, to nic nie daje. Strona rządowa, nawet gdy uda się już doprowadzić do rozmów, nie chce dialogu, chce jedynie, by związkowcy bez dyskusji akceptowali jej propozycje. Argumenty Solidarności zwracające uwagę na fakt, że proponowane rozwiązania są niesprawiedliwe, pozostają bez echa.
– To jak wołanie na puszczy – mówią rozgoryczeni związkowcy. I przypominają, jak od wielu lat próbują przekonać kolejne rządy, że umowy śmieciowe są niebezpieczne, że płaca minimalna powinna wynosić przynajmniej połowę średniej płacy w Polsce – bezskutecznie.
– Dlatego jesteśmy tu na ulicy, bo dialog się skończył – podsumowują.
W proteście brali udział przedstawiciele Solidarności pracowników oświaty, którzy przyszli ze zdjęciami oślej ławki z posadzonym na niej premierem Tuskiem.
– To nasza nagroda dla osób podpowiedzialnych za edukację – mówi Izabela Lonenz z Solidarności pracowników oświaty. – od 20 lat mamy ciągłe zmiany, ciągłe reformy, ale to są zmiany dla samych zmian! Zyskują na tym autorzy i wydawcy nowych podręczników, eksperci, którzy dostają pieniądze za opiniowanie programu. Nikt nie patrzy, czy te zmiany wnoszą coś dobrego czy nie.
A zdaniem pracowników oświaty przydałyby się nie ciągłe reformy i ciągłe zaczynanie od początku, co skutkuje tylko coraz większym bałaganem, chaosem i obniżaniem poziomu kształcenia – a solidnym uporządkowaniem tego, co jest.
– Przez ciągłe reformy mnoży się biurokracja, papiery, tabelki – wylicza Izabela Lorenz. – A czy to o to chodzi?
Jan Mosiński, przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ Solidarność Wielkopolska Południowa, zwracał uwagę na to, że mimo trudnej sytuacji gospodarczej polski biznes notuje zyski. Ale zupełnie nie przekładają się one na to, ile zarabiają ci, którzy je wypracowują.
– Polski biznes przyniósł 65 procenst zysków – mówił. – A z tego tylko 15 procent poszło na wynagrodzenia! Niech panowie Solorz i Kulczyk pomnażają miliony, mają prawo się bogacić, bo to jest też ich trud, ale niech się podzielą z robotnikiem!
Mosiński przypominał obietnice rządu o stworzeniu drugiej Irlandii, które okazały się obietnicami bez pokrycia i sprawiły, że za granice ruszyła kolejna fala emigracji zarobkowej.
Związkowcy grożą, że jeśli rząd nie przystąpi do prawdziwego dialogu, a nie tylko przekonywania do swoich postanowień, związkowcy we wrześniu wyjdą ponownie na ulice. Ale już nie po to, żeby przylepiać plakaty.
– Ponownie świat pracy zastuka drewniakami o bruk, jak to było w 1956 – mówił Mosiński. – Czy tego chce rząd?




.jpg)

.jpg)






