Idzie zima – jak pomóc bezdomnym?

Jak co roku strażnicy miejscy i pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie wybrali się do koczowisk osób bezdomnych, by namówić ich na przenosiny do ośrodków pomocowych. Miasto przygotowało 740 miejsc noclegowych na zimę 2013/2014 roku i wszystkie się przydadzą, bo chętnych zgłosiło się… ponad 1000.

Program pomocy osobom bezdomnym przed zimą jest prowadzony w Poznaniu od 2001 roku z inicjatywy straży miejskiej. To dzięki niemu w Poznaniu do przypadków śmierci z wyziębienia dochodzi sporadycznie – pod tym względem stolica Wielkopolski jest wyjątkowym miastem w kraju. Jesienią pracownicy MOPR, strażnicy miejscy i policjanci odwiedzają koczowiska bezdomnych tworząc mapę miejsc ich przebywania, która zawiera nie tylko miejsca, ale i dane dotyczące liczby koczujących oraz warunków, w jakich mieszkają. Od listopada do marca wszystkie koczowiska są regularnie odwiedzane przez służby, które sprawdzają, czy wszystko jest w porządku i czy komuś z koczujących nie jest potrzebna pomoc albo nie zdecydował się na przenosiny do noclegowni.

Często bezdomni zgłaszają się sami do MOPR, chcąc otrzymać pomoc czy ciepły posiłek. Ale tak wielu bezdomnych przed zimą MOPR jeszcze nigdy nie przyjął.
– W ubiegłych lata zgłaszało się zazwyczaj około 500 osób – mówi Włodzimierz Kałek, dyrektor MOPR. – Dlaczego w tym roku jest ich więcej? Powodem nie jest drastyczne i nagłe pogorszenie sytuacji życiowej, to raczej fakt, że bezdomni stają się coraz bardziej mobilni. Wiele osób spośród tych, które się zgłaszają, to osoby spoza Poznania. A Poznań, jako duże miasto, jest dla nich znacznie bardziej atrakcyjny niż powiedzmy Gniezno.

Większość z tych bezdomnych jest odsyłana do swoich gmin, by to one ponosiły koszty utrzymania “swoich” bezdomnych.
– Taki jest zapis prawa – tłumaczy dyrektor Kałek. – By jedna gmina nie ponosiła nadmiernych kosztów utrzymania, a tak by się działo, skoro bezdomni chętniej przyjadą do dużego miasta niż zostaną w niewielkiej wsi. Oczywiście można zwiększać liczbę miejsc w noclegowniach w tych dużych miastach. Ale to nie jest rozwiązanie problemu, tylko przyciąganie coraz większej liczby bezdomnych znęconych warunkami…

A pomoc bezdomnym kosztuje – w budżecie przeznaczono na to około 3 700 tys. złotych, do tego trzeba jeszcze doliczyć pomoc policji czy straży miejskiej, która co prawda nie jest wyodrębniona w budżecie, więc trudno powiedzieć, ile kosztuje, jeśli chodzi o finanse – ale na pewno zabiera im mnóstwo czasu.

Oprócz tych, którzy zgłosili się do MOPR, jest też wielu takich, którzy tego nie zrobili, zamierzając przetrwać zimę w opuszczonych budynkach, na działkach, szałasach, namiotach czy pod wiaduktami. To właśnie te miejsca obchodzą pracownicy socjalni w asyście straży miejskiej lub policji próbując przekonać lokatorów tych koczowisk do tego, by jednak na zimę przenieśli się do noclegowni. Nie zawsze się to udaje. Warunkiem pobytu w noclegowni jest bycie trzeźwym, a to nie każdemu odpowiada.
– Niestety, większość tych osób nie jest zainteresowana przenosinami, a nie możemy ich do tego zmusić, jeśli nie popełnili żadnego przestępstwa – mówi Maciej Nestoruk, zastępca Miejskiego Komendanta Policji. – Głównym powodem niechęci jest alkohol. Aczkolwiek im bardziej spada temperatura, tym łatwiej dają się namówić na przenosiny…

Jak mówi Tomasz Kayser, wiceprezydent Poznania, powodem odwiedzin koczowisk bezdomnych jest także aktualizowanie informacji o tym, gdzie one są.
– Bo dzięki temu w przypadku konieczności pomocy wiemy, gdzie ich szukać i jak tam dotrzeć – wyjaśnia.

Wojciech Ratman, komendant straży miejskiej w Poznaniu, zwraca uwagę na to, jak przydatny w przypadku właśnie osób bezdomnych jest miejski monitoring.
– Ubiegłej zimy około 400 osób udało się dzięki niemu uratować od wyziębienia – mówi.

Przedstawiciele wszystkich służb zwrócili się też z apelem do poznaniaków, by reagowali widząc kogoś, kto śpi na przystanku lub leży na ulicy, informowali też straż miejską o dostrzeżonych koczowiskach bezdomnych, bo w ten sposób ułatwią niesienie im pomocy i być może uratują życie.
– To bardzo ważne zwłaszcza gdy kogoś takiego zauważymy wieczorem, gdy są mrozy – podkreśla komendant Nestoruk. – Bo rano ta osoba może już nie żyć…