Mężczyzna, który prawdopodobnie doprowadził do wybuchu na Dębcu, próbował wcześniej zabić siebie i syna?
Mężczyzna, który według nieoficjalnych informacji, miał zamordować żonę, a następnie odkręcić gaz, w wyniku czego doprowadził do wybuchu w kamienicy na Dębcu, miał kilka miesięcy temu celowo doprowadzić do wypadku samochodowego, gdy jechał wraz z synem na drodze z Plewisk do Gołusek. O zdarzeniu pisaliśmy wówczas na naszym portalu.

Wypadek, który łączony jest ze sprawą, miał miejsce 1 stycznia 2018 roku, około godziny 15:30, na trasie z Plewisk do Gołusek. Samochód osobowy, którym podróżował mężczyzna oraz jego 12-letni syn, uderzył w drzewo.
Pojazd został niemal całkowicie skasowany. Poszkodowani trafili wówczas do szpitala, a stan dziecka określany był jako ciężki. O wypadku pisaliśmy wówczas na naszym portalu.
Okazuje się, że żona Tomasza J., oskarżała męża o celowe doprowadzenie do wypadku i uderzenie w drzewo od strony pasażera, jako próbę rozszerzonego samobójstwa i odwet po tym, jak w grudniu poinformowała go, że chce wystąpić o rozwód.
Wówczas, sprawa została zakwalifikowana jednak jako „zwykły” wypadek, a nie celowe działanie, a kierowca był przesłuchiwany w charakterze świadka. Jego syn nadal przebywa w szpitalu, gdzie przechodzi kolejne operacje oraz rehabilitacje. Prawdopodobnie ma złamany kręgosłup.
Według nieoficjalnych informacji, jakie udało się ustalić PAP, mężczyzna miał w weekend zabić żonę, a następnie próbować popełnić samobójstwo, dlatego odkręcił gaz, co spowodowało wybuch w kamienicy przy ul. 28 Czerwca.
Śledczy mieli wpaść na ten trop po tym, jak jedno ze znalezionych na gruzowisku ciał okazało się być poważnie okaleczone i to nie na skutek wybuchu.
Podejrzany mężczyzna przeżył, ale ma rozległe poparzenia i został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, dlatego nie może zostać przesłuchany. Nieoficjalnie mówi się, że jego sali pilnuje policja.
W niedzielnej tragedii zginęło pięć osób, a ponad 20 zostało rannych. Kilkanaście rodzin zostało pozbawionych miejsca zamieszkania i środków do życia. Sprawę bada poznańska prokuratura, która przyznała, że jedną z rozważanych przez śledczych wersji jest celowe działanie, które doprowadziło do wybuchu.












