Co się działo przy ul. Barskiej? Dokąd trafił wyniesiony w mieszkania mężczyzna?

Co się działo przy ul. Barskiej w niedzielny wieczór? To pytanie, jakie zadają sobie poznaniacy po tym, jak służby prowadziły tam działania. Co o sprawie mówi policja?

 

„Facet zabarykadował się w mieszkaniu i chce wysadzić cały budynek”, „odcięli gaz i prąd”, „ewakuują mieszkańców” – to tylko część z relacji przekazywanych przez mieszkańców ul. Barskiej i okolic, które dotyczyły prowadzonych przez służby działań w okolicy.

Najwięcej z nich pojawiło się w relacji profilu @poznan_moment w mediach społecznościowych. Przy budynku u zbiegu ul. Barskiej i Łanowej widocznych było się kilka wozów policyjnych, pogotowie gazowe i pogotowie ratunkowe. Prowadzone były negocjacje z mężczyzną, który zabarykadował się w jednym z mieszkań.

Mieszkańcy relacjonowali, że pogotowie gazowe odłączyło dostawy gazu do budynku, a także, że część z nich miała opuścić budynek. Na miejsce podesłano autobus MPK Poznań, jako miejsce schronienia dla poszkodowanych, ewakuowanych.

W pewnym momencie policjanci w kamizelkach kuloodpornych, hełmach i z bronią weszli do mieszkania, używając przy tym granatów hukowych. Po chwili zakrwawiony mężczyzna został wyniesiony na noszach do karetki i przetransportowany do szpitala. Wynoszony z budynku krzyczał, że policjanci „będą na livie” (transmisji na żywo). Jak się okazało, mężczyzna częściowo transmitował akcję na koncie na tiktoku, na którym opublikował także swoje zdjęcia, na których pozuje zakrwawiony z maczetą.

Według nieoficjalnych informacji, mężczyzna to Marek F., ps. Western, znany przed laty poznański gangster.

Co mówi policja? Jak przekazał nam mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, służby otrzymały zgłoszenie od partnerki mężczyzny, która przekazała, że powiedział jej, że zamierza targnąć się na swoje życie. Pod tym kątem prowadzona była interwencja służb.

Rzecznik nie potwierdził informacji o tym, że w sprawie brał udział Marek F. Jak stwierdził, policję obowiązuje ochrona danych osobowych. Potwierdził za to, że mężczyznę przetransportowano do szpitala. Nie został jednak zatrzymany ani nie znajduje się pod nadzorem policji. Zapytany przez nas rzecznik wskazał, że nie istniało zagrożenie dla bezpieczeństwa osób trzecich.

Jak przekazał rzecznik w rozmowie z nami, nie było zagrożenia wysadzenia budynku i nie odłączono gazu. Pogotowie gazowe już wczoraj nie potwierdzało jednoznacznie, czy doniesienia mieszkańców o wyłączeniu gazu w okolicy są prawdziwe. Potwierdzono jedynie, że są na miejscu.

Nie zdecydowano się także na ewakuację – autobus wezwano na wypadek konieczności jej przeprowadzenia. Osoby, które znalazły się poza budynkiem, opuściły go samodzielnie.

Co ciekawe, zapytany o transmisję i publikacje na tik toku Andrzej Borowiak przekazał nam, że… nic o tym nie wie. Tymczasem screeny z konta, o którym mowa, publikowane były szeroko także w innych mediach społecznościowych.

Obecnie nie mamy informacji na temat stanu mężczyzny. Po opuszczeniu mieszkania widać było, że ma na sobie ślady krwi.

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i Google.
Polityka prywatności i obowiązujące Warunki korzystania z usługi.