Pączek – więcej niż słodka tradycja. O tłustym czwartku, smaku i cierpliwości cukiernika

Tłusty czwartek to jeden z tych dni w polskim kalendarzu, w których kolejki przed cukierniami stają się niemal równie ważnym symbolem jak same pączki. O kulisach tego święta smaku, pracy cukierników i o tym, czym jest „idealny pączek”, opowiadała w programie „Hej Poznań” Magdalena Kiszka, cukierniczka z wieloletnim doświadczeniem.

Jak przyznała, dla klientów to przede wszystkim dzień przyjemności, dla cukierników – intensywny maraton, który zaczyna się na długo przed samym świętem.

– „Mimo wszystko bardzo lubimy ten dzień (…) mimo że kolejki sięgają często do ulicy, to naprawdę czujemy, że robimy dobre pączki” – mówiła gościni programu.

Przygotowania do tłustego czwartku trwają kilka dni. To nie jest produkcja „na ostatnią chwilę” – to planowanie, zamówienia surowców i pilnowanie procesów technologicznych. Choć klienci zaczynają kupować pączki już wcześniej, kulminacja i tak przypada na ten jeden dzień.

Kluczowe jest jednak to, że nawet wtedy pączki są smażone na bieżąco.

– „Najlepszy pączek i idealny pączek to taki, który jest po prostu świeżutki, jeszcze ciepły” – podkreśliła Magdalena Kiszka.

A co właściwie czyni pączka idealnym? Zdaniem cukierniczki nie chodzi tylko o nadzienie, ale przede wszystkim o ciasto. Proces od wyrabiania do gotowego produktu trwa około trzech godzin i wymaga dużej uwagi na każdym etapie: od wyrastania po smażenie.

– „Ten czas poświęcony na to, żeby ciasto było idealne, jest kluczowy” – zaznaczyła.

Najpopularniejszym pączkiem pozostaje ten z powidłami – ręcznie zawijany i smażony już z nadzieniem w środku. Zaraz za nim plasuje się pączek z różą. Jednak w ostatnich latach pojawiła się moda na bardziej fantazyjne warianty – z kremami inspirowanymi popularnymi batonami czy kokosową polewą.

Mimo tych eksperymentów cukiernicy raczej trzymają się słodkiej strony tradycji. Pączki wytrawne? To raczej ciekawostka niż realna alternatywa.

– „Pączek z kiełbaską to chyba nie ta receptura” – skwitowała żartobliwie Magdalena Kiszka.

Ciekawe, że nawet po tłustym czwartku apetyt na pączki wcale nie mija – ani u klientów, ani u cukierników. W wielu miejscach są one dostępne przez cały rok, podobnie jak rogale.

Ile pączków „wypada” zjeść w ten dzień? Odpowiedź jest prosta: tyle, na ile ma się ochotę.

– „W przypadku świeżo wysmażonych pączków naprawdę nie jest problemem, żeby zjeść ich sześć” – mówiła cukierniczka, dodając, że rekord jednego z klientów sięgnął aż 18 sztuk.

Na koniec padło pytanie, czy dobrego pączka da się rozpoznać jeszcze przed pierwszym kęsem. Jednoznacznej recepty nie ma – liczy się świeżość, wygląd i zapach, ale ostatecznie wszystko weryfikuje smak.

Dla samej Magdaleny Kiszki pączek idealny pozostaje prosty i klasyczny:

– „Najbardziej lubię pączka z powidłami w lukrze”.