Poznań nie chce już „trawników na zero”. Miasto tłumaczy, dlaczego kosi coraz rzadziej

Jeszcze kilka lat temu widok wysokiej trawy w miejskim parku wywoływał głównie pytania o zaniedbanie. Dziś coraz częściej jest świadomą decyzją ogrodników i odpowiedzią na zmieniający się klimat. Poznań otwarcie przyznaje: częstsze koszenie nie zawsze oznacza lepszą zieleń.

Zarząd Zieleni Miejskiej poinformował, że w 46 parkach i 131 zieleńcach sposób pielęgnacji trawników został w ostatnich latach całkowicie przemyślany na nowo. To ponad 500 hektarów zieleni, które coraz częściej mają przypominać naturalny krajobraz, a nie idealnie przystrzyżony ogród.

Powód jest prosty — miasto coraz mocniej odczuwa skutki zmian klimatycznych. Długie okresy bez opadów, upały i coraz cieplejsze zimy sprawiają, że tradycyjne utrzymywanie krótkich trawników przestaje mieć sens. Wyższa trawa lepiej zatrzymuje wilgoć, chroni glebę przed przegrzewaniem i pomaga ograniczać skutki suszy.

Jak podkreślają miejscy ogrodnicy, wyższe trawniki to także ratunek dla owadów zapylających. W miejscach, gdzie dawniej regularnie pracowały kosiarki, dziś zostawia się m.in. mniszki, koniczyny, jaskry czy krwawniki. Dzięki temu w parkach pojawia się więcej pszczół, motyli i ptaków.

Nie oznacza to jednak, że Poznań całkowicie rezygnuje z koszenia. Miasto wprowadziło tzw. strefowanie zieleni. Tam, gdzie mieszkańcy odpoczywają, spacerują, organizują pikniki czy bawią się z dziećmi, trawniki nadal są regularnie pielęgnowane. Wyższa roślinność pozostaje natomiast pod drzewami, na skarpach oraz w mniej uczęszczanych częściach parków.

W niektórych miejscach zdecydowano się pójść o krok dalej. Powstają specjalne ekostrefy, w których przyroda rozwija się praktycznie bez ingerencji człowieka. Roślinność ma tam rosnąć spontanicznie, tworząc naturalne schronienie dla owadów i drobnych zwierząt.

ZZM zwraca uwagę, że rzadsze koszenie wcale nie oznacza oszczędności. Paradoksalnie wyższa trawa wymaga więcej pracy — trzeba ją ręcznie grabić i usuwać, co jest znacznie bardziej czasochłonne niż regularne koszenie krótkiej murawy.

Mieszkańcy nadal pozostają podzieleni. Jedni oczekują bardziej uporządkowanych parków i częstszego koszenia, inni chcą jeszcze większej ilości naturalnej zieleni. Miasto przekonuje jednak, że próbuje znaleźć kompromis pomiędzy estetyką, wygodą użytkowników i ochroną środowiska.

Poznańskie parki coraz bardziej przypominają więc żywe organizmy dostosowujące się do nowych realiów klimatycznych. A wysoka trawa, która kiedyś była symbolem zaniedbania, dziś staje się znakiem miasta próbującego nadążyć za zmianami natury.