Misją kierowała prof. dr hab. Dorota Hojan-Jezierska z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Specjaliści pracowali bez wynagrodzenia, prowadząc badania i dobierając sprzęt osobom, które często wcześniej nie miały żadnego dostępu do profesjonalnej diagnostyki słuchu.
Pomoc była potrzebna szczególnie dlatego, że w części lokalnych społeczności głuchota wciąż bywa tłumaczona przesądami i traktowana jako powód do wstydu. W konsekwencji osoby z niedosłuchem, zwłaszcza dzieci, mogą doświadczać izolacji i wykluczenia.
Pierwszym miejscem pracy zespołu była szkoła dla dzieci głuchoniemych w Bertoua, zbudowana przez polską świecką misjonarkę Ewę Gawin i prowadzona przez siostry Pasjonistki. Następnie wolontariusze przenieśli się do stolicy Kamerunu, Jaunde.
Zakres pomocy był bardzo szeroki. Najmłodszym pacjentem było miesięczne niemowlę, najstarszą przebadaną osobą – 100-letnia kobieta.
Wielu pacjentów po raz pierwszy mogło usłyszeć dźwięki, które wcześniej były dla nich niedostępne. Jedna z najbardziej poruszających historii dotyczyła dziewczynki z głębokim niedosłuchem. Po założeniu dwóch aparatów słuchowych początkowo nie było pewności, czy efekt będzie znaczący. Po kilkudziesięciu minutach dziecko zaczęło jednak reagować na dźwięki, powtarzać je i z wyraźną radością odkrywać nowe bodźce.
Inny z pacjentów, Aleksander, otrzymał aparat, który wcześniej należał do chłopca z Polski. Po jego dopasowaniu był w stanie powiedzieć „Merci Franek”, dziękując w ten sposób dawcy sprzętu.
Wolontariusze podkreślają, że misji towarzyszyły silne emocje i ogromna wdzięczność mieszkańców. Pacjenci przynosili w podziękowaniu drobne upominki, m.in. orzeszki i tropikalne owoce.




.png)
.png)


















