Michał Boruczkowski, poznański radny z ramienia PiS, nie daje o sobie zapomnieć. Po interpelacji w sprawie homoseksualnych pocałunków na obchodach rocznicowych Poznańskiego Czerwca radny wytacza cięższe działa, porównując poczynania rządzącej w Poznaniu koalicji do Kulturkampfu.
michał-boruczkowski
Michał Boruczkowski, poznański radny z ramienia PiS, znów zaskakuje. Tym razem domaga się od Jacka Jaśkowiaka wyjaśnień odnośnie homoseksualnego pocałunku wymienionego przez aktorów grających w „Ksenofobii”, przedstawieniu, które znalazło się w programie organizowanych przez miasto obchodów 60. rocznicy Poznańskiego Czerwca.
„Młode osoby są wypatrywane i śledzone przez łowców organów” – taki stan faktyczny w swojej zaskakującej interpelacji przedstawia radny Michał Boruczkowski. Jak wyjaśnia, zgłosiła się do niego osoba, która miała paść ofiarą łowców organów na terenie Poznania. Policja komentuje: „Nie ma tematu”.
Poniedziałek może być sądnym dniem dla Michała Boruczkowskiego, radnego miejskiego z PiS - kontrowersyjny samorządowiec swoim zachowaniem przelał czarę goryczy, a poznańskie władze partii zamierzają go przywołać do porządku… albo wyrzucić.
Zawrzało na linii radny Michał Boruczkowski z Prawa i Sprawiedliwości - stowarzyszenie Prawo do Miasta. Boruczkowski zarzuca stowarzyszeniu zawłaszczenie pomysłu na zmniejszenie z 5 tys. do 500 liczby wymaganych podpisów przy składaniu obywatelskich projektów uchwał. Prawo do Miasta zaprzecza i przypomina, że swój pomysł zgłosiło... pół roku wcześniej.
Absolutoryjna sesja rady miasta rozpoczęła się wyjątkowo mocnym akcentem - wygłaszający oświadczenie radny Michał Boruczkowski z PiS zwrócił się do wiceprezydent Agnieszki Pachciarz używając określeń co najmniej nieparlamentarnych. - Pani wiceprezydent, najwyższy czas ruszyć tyłek zza biurka i wziąć się do roboty! – powiedział.
Paweł Sztando, osiedlowy radny ze Starego Miasta, krytykuje pomysł Michała Boruczkowskiego, radnego miejskiego, który chce powrotu plakatów wyborczych na elementy miejskiej infrastruktury. Sztando podkreśla jednak, że problem kiepskiej informacji o wyborach istnieje i trzeba go rozwiązać.
Ograniczanie plakatu równa się ograniczaniu demokracji - uważa radny Michał Boruczkowski. I złożył projekt nowej uchwały rady miasta, w której postuluje przywrócenie swobody w rozmieszczaniu materiałów wyborczych w mieście.







