Jeleń wisiał na płocie i umierał w cierpieniu. Służby musiały czekać na… weterynarza

Jeleń utknął na płocie przy ul. Pasieka i wisząc na pręcie desperacko próbował się uwolnić. Choć mieszkańcy i służby zareagowali szybko, to zwierzę cierpiało ponad godzinę. Dlaczego tak długo czekano na weterynarza?

Sytuację opisał „Anonimowy uczestnik” winogradzkich grup na Facebooku. Jak napisano w poście, do którego dołączono także zdjęcia, około 19:50 mieszkanka jadąc ul. Pasieka zauważyła jelenia przewieszonego przez płot jednej z posesji, który desperacko próbował się uwolnić. Zwierzę wisiało głową w dół z ranami spowodowanymi przez ostry pręt. Wokół widoczna była plama krwi.

Kobieta zadzwoniła na numer alarmowy i już po 10 minutach na miejscu zjawiła się straż pożarna i straż miejska. Niestety, strażacy stwierdzili, że nie są w stanie uwolnić zwierzęcia, dlatego wraz ze strażnikami miejskimi, przekazali informację do dyżurnego, nadając sprawie dalszy bieg.

Mieszkanka wraz ze strażą miejską czekała na weterynarza, który mógłby uśpić zwierzę. Jeleń w tym czasie cały czas cierpiał, mając poważne rany i wymiotując krwią. Wiadome było, że nie przeżyje, a celem było skrócenie jego agonii. Jak relacjonuje autor postów, dopiero po ponad godzinie na miejsce dotarł lekarz z Rokietnicy, który mógł ukrócić jego cierpienie.

Autor sytuację uważa za skandaliczną. Dlaczego? Ponieważ szybka reakcja kobiety oraz służb, dawała nadzieję na szybsze uwolnienie jelenia nie tylko z prętów, ale także od dalszego bólu. Tymczasem oczekiwanie na weterynarza, wydłużyło agonię, co jest niehumanitarne i… skandaliczne.

Dlaczego służby musiały czekać? Jak wyjaśnia autor postów na podstawie informacji przekazanych przez strażników, Miasto Poznań ma podpisane umowy jedynie z trzema osobami/punktami weterynaryjnymi, które mogą brać udział w tego typu interwencjach dotyczących dzikich zwierząt. Z uwagi na różny czas ich dostępności, czas oczekiwania może się wydłużać. Sytuacja jest jednak trudna do zrozumienia.

„W obliczu tak potwornych cierpień, dlaczego procedury postępowania służb nie uwzględniają natychmiastowej pomocy weterynaryjnej, np. z pobliskich klinik weterynaryjnych, których w Poznaniu jest ogrom, a część z nich działa 24h. Jak można dopuszczać do takich cierpień umierającego zwierzęcia, które w cywilizowanym dużym mieście, powinno zaznać ulgi po 15 minutach?” – pyta autor postów

Wezwanie osób spoza tych wskazanych w umowach mogłoby oznaczać dla nich problemy związane z usypianiem dzikiego zwierzęcia bez zezwolenia. Być może Miasto powinno rozważyć propozycję mieszkańca/mieszkanki Winograd o rozwinięciu form pomocy i podpisanie umów z kolejnymi punktami. Wymaga to jednak nakładów finansowych, a także zmian w przepisach, w tym określenia m.in. obszarów działalności i określenia „bliskości” kliniki do interwencji związanych z udzieleniem natychmiastowej pomocy, a następnie prawdopodobnie rozpisanie przetargu, w ramach którego wybrano by placówki, z którymi można rozpocząć współpracę.

Sprawa zbulwersowała mieszkańców, którzy popierają konieczność wprowadzenia zmian w procedurach, by możliwe było jak najszybsze udzielanie pomocy zwierzętom, a w sytuacjach ostatecznych, skrócenie ich agonii. Liczą, że sprawą zainteresują się poznańscy radni, którzy podejmą temat w ramach swoich prac.